Cenimy prywatność użytkowników

Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Kliknięcie przycisku „Akceptuj wszystkie” oznacza zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.

24 maja 2024

Mindfulness na lekcji języka angielskiego

– Marta, a po co ludziom w zasadzie ten mindfulness? – zapytałam któregoś wieczora.
– Żeby żyć tu i teraz, nie przeżywać ciągle przeszłości i nie planować przyszłości.
– No ale po co?
– Jak to? – oburzyła się – Bo jak masz ciągle jedną nogę z przodu, a drugą z tyłu, to omija cię to, co się wokół ciebie dzieje. Ucieka ci życie.

Długo namawiałam Martę, żeby opowiedziała mi o uważności, bo zawsze twierdzi, że to jest coś co się robi, a nie coś, o czym się mówi. Patrzyłam od lat jak sama ją praktykuje, również z dziećmi, i własnymi, i tymi, które uczy. Postanowiłam się w końcu dowiedzieć dlaczego to takie istotne.

– Chodzi o to, żeby świadomie skupić uwagę na tym co w danej chwili się z nami dzieje, i dzięki temu nauczyć się robić przerwę między “czuję i doświadczam,” a “reaguję.” – wyjaśniała mi cierpliwie – Jesteśmy nieustannie bombardowani bodźcami, i ważne jest, żeby nauczyć się podejmować działanie z pozycji dystansu. Żeby w ogóle zdążyć się zorientować, że czuję na przykład strach, który manifestuje się fizycznie jako ściśnięty żołądek. To z kolei umożliwia nam bardziej świadomą reakcję. Popatrz, ile razy zdarza się, że przychodzi dzieciak na test, niby wszystko umie, a tu bach, czerwona kurtyna przed oczami, i jedna myśl w głowie: nic nie wiem, przecież się uczyłem cały wieczór, obleję, nie napiszę. Trzeba się nauczyć wygrywać z takim stanem umysłu.

Ale jak?

W naszym mózgu jest takie miejsce, które nazywa się ciałem migdałowatym. To ono rozżarza się, kiedy jesteśmy pod wpływem silnych emocji, np. stresu, i kompletnie blokuje działanie kory przedczołowej, która jest odpowiedzialna m. in. za pamięć roboczą mózgu, podejmowanie decyzji, planowanie.

– A jakby to ciało migdałowate dało się wyciąć? – rozmarzam się – Nikt by się już nie blokował w stresie.
– Hola hola, – śmieje się Marta – ono po coś jednak tam jest: to dzięki niemu nasi przodkowie wiedzieli, żeby uciekać kiedy pojawiał się niedźwiedź, a ty hamujesz jak ktoś nagle wyskoczy ci przed maskę. Ewolucja nic tu nie zmieniła, bo mózg musi nas bronić.

Czyli nie ma rady, trzeba z nim żyć. Ale warto też je kontrolować. Jeśli wie się jak zastosować techniki uważności, ciało migdałowate wycisza się, a kora wraca do gry. Badania naukowe pokazują, że regularne i długofalowe ćwiczenie uważności zmienia fizyczną budowę mózgu, kora – jak biceps poddany działaniu hantli – powoli staje się grubsza.

Dzisiejsze dzieci, niestety od najmłodszych lat, są przebodźcowane. Tablet, telefon, krzykliwe kreskówki są ich codziennością. Kiedy zaczynałam pracę dwadzieścia lat temu, w nauczaniu języków obcych królował kult narzędzi multimedialnych, interaktywnych gier, fajerwerków. Teraz wyraźnie widać, że filozofia slow, którą coraz więcej osób praktykuje w jedzeniu, życiu, podróżach, dociera także do naszego zawodu. Lektorzy stawiają na głębokie przetwarzanie, a nie krótkotrwałe i powierzchowne zabawy językiem. To przynosi zdecydowanie lepsze efekty, bo to właśnie lubi nasz mózg. Ale to wymaga też przygotowania do tego naszych małych uczniów.

Zauważyliście, że dzieci mają ogromny kłopot z czekaniem? Z ciszą? Że jeśli nie pojawia się natychmiastowa gratyfikacja, to frustrują się i denerwują? Uważność potrafi to zmienić.

– No dobrze, Marta, – mówię niepewnie – ale mnie ludzie płacą za uczenie angielskiego, ja przecież nie zorganizuję nagle warsztatów z mindfulnessu na lekcji.
– Warsztatów nie, – potwierdza – od tego są specjalne kursy. Ale czasem wystarczy kilkadziesiąt sekund na lekcji i skupisz uwagę dzieciaków.

ĆWICZENIE 1

Oczywiście musiałam spróbować na najbliższych zajęciach. Zgodnie z wytycznymi Marty, poprosiłam maluchy, żeby wskazującym palcem jednej ręki powoli obrysowały paluszki drugiej. Kiedy palec sunie w górę, robią wdech, kiedy w dół – wydech. Tylko tyle. Zabrało to poniżej trzydziestu sekund, a dzieci rozbrykane po bardzo aktywnym ćwiczeniu były gotowe na pracę w skupieniu. Były też zaintrygowane tym, że zadziało się coś innego.

ĆWICZENIE 2

Czasami proszę dzieci, żeby usiadły, godnie i wygodnie – śmieje się Marta – i przez 15 sekund posłuchały jakie dźwięki do nich dochodzą. Może usłyszą rodziców na korytarzu? A może panią w sąsiedniej sali? A może coś w swoim najbliższym otoczeniu? Oczywiście, że czasem nie wytrzymują, chichoczą. To normalne, ale z czasem jest im coraz łatwiej. Kiedy otwierają oczy są dużo bardziej osadzone w naszej lekcji. Uważne słuchanie pomaga im skoncentrować się, uwrażliwić na grupę, poczuć empatię. Można im zrobić taką mini sesję na początek zajęć, na koniec, albo wtedy, kiedy są rozkojarzone czy znudzone.

ĆWICZENIE 3

Innym opisanym przez Martę ćwiczeniem jest Latarenka: dzieci kładą się na dywanie, i słuchają historyjki o tym jak to motylek (od razu w mojej głowie- z przyczyn oczywistych dla każdego uczącego metodą Teddy Eddie – zamieniony w biedronkę) z latarenką lata nad ich ciałem, a oni muszą poczuć jej ciepło. Jest nad stopami, nad kolanami, nad brzuszkiem, szyją, uchem, głową… Chodzi o skoncentrowanie uwagi dzieci na swoim ciele. Kto uprawia jogę wie, że tam robi się w zasadzie to samo. W tym ćwiczeniu podoba mi się to, że taki skan ciała łatwo jest przeprowadzić po angielsku, nawet w najmłodszych grupach, powiązać z materiałem, którego uczymy na zajęciach. Kiedy maluchy poznają i polubią to ćwiczenie, rodzi się w mojej głowie szatański plan, to nawet jeden z nich będzie mógł je poprowadzić.

ĆWICZENIE 4

Można także poprosić dzieci, żeby powiedziały jakie trzy miłe rzeczy przydarzyły im się tego dnia. Tu psychologia jest prosta, przywołując dobre wspomnienia powodujemy poprawę samopoczucia u naszych uczniów, a jeśli lepiej się czują, lepiej także będą pracować. Nasz mózg niestety jest jak teflon na rzeczy dobre, a na złe – jak rzep. Uważność stara się to odwrócić.

– O czym powinien pamiętać lektor, który chce spróbować uważności w swojej klasie? – pytam.
– Po pierwsze o tym, że z dziećmi to zawsze musi być zabawa. Po drugie, że on sam musi być całym sobą, uważnie, na lekcji, no ale to chyba każdy z nas wie: jeśli my się nie angażujemy, nie wyegzekwujemy tego również od maluchów.
Warto pamiętać, jako nauczyciele angielskiego, żeby starać się poprzez te ćwiczenia przemycać też materiał językowy, w każdym z proponowanych powyżej ćwiczeń jest to możliwe nawet w grupie dzieci w wieku przedszkolnym.

Dla nas dorosłych ćwiczenia na uważność są równie potrzebnym zdrowym nawykiem. Wystarczy chwila, idealnie by było, aby powtórzyła się kilka razy w ciągu dnia. Proste ćwiczenia oddechowe, chwilowe odcięcie się od zwykłej bieganiny – internet jest pełen ćwiczeń pomagających stanąć mocno nogami tu i teraz, a w efekcie zredukować stres i poprawić swoje nastawienie do życia. Jedna z polskich fitnessowych guru podkreśla przy każdym niemal wywiadzie, że od lat planuje codziennie w kalendarzu “kwadrans samolotowy”, czyli 15 minut z wyłączonym telefonem. To taki czas, żeby usłyszeć siebie, odetchnąć głębiej niż zwykle. Bez tego nie ma szans nie pogubić się w otaczającym nas zewsząd chaosie. Jeśli nie znajdziemy czasu dla siebie, zacznie zjadać nas pośpiech i stres, a w końcu dopadnie wypalenie zawodowe.

– A gdyby ktoś się zainteresował tematem, i chciał coś więcej poczytać? – pytam Martę na koniec.
– Na polskim rynku polecam “Uważność i spokój żabki”, “Zabawa w uważność” i “10 minut uważności”. – odpowiada.


Sonja Górniak jest naszym metodykiem i od kilku lat szkoli oraz nadzoruje lektorów uczących metodą Teddy Eddie. Dodatkowo, udziela się w firmie DoDoTOK. Absolwentka Iberystyki na Uniwersytecie Warszawskim. Była kursantką na Uniwersytecie w Cambrigde, tam też zdobyła dyplom Proficiency. Uczy od trzeciego roku życia, najpierw usadzane w rzędzie zabawki przed wyimaginowaną tablicą, a od 17 lat prawdziwych słuchaczy. Przez lata specjalizowała się w kursach in-company, a zupełnym przypadkiem kilka ładnych lat temu zaczęła uczyć dzieci, i okazało się, że pokochała to całym sercem.

Marta Wojtkowska-Radzicka jest autorką Myślorysów www.facebook.com/myslorysy. Na co dzień zajmuje się sketchnotingiem, tworzeniem grafik i notatek wizualnych, oraz kursami mindfulness dla dzieci. Przez lata pracowała jako lektor języka angielskiego.